Produkty w tej gazetce
Q vój świar / REPORTAŻ zajęciem. Tym bardziej, że nie tak łatwo zostać koronczarką i dojść w tym do kunsztu kobiet z Koniakowa. Bo oczywiście koronki wytwarzano nie tylko tam, ale to koniakowskie wyroby od zawsze były najbardziej cenione ze względu na misterne wzory i wyjątko- wo cienkie bawełniane lub jedwabne nici używane przez koronczarki. - Wyróżnikiem koniakowskich koron- czarek jest to, że w pracy nie wykorzy- stują żadnych wzorników — wyjaśnia Lucyna Ligocka-Kohut, założycielka Centrum Koronki Koniakowskiej. - To sprawia, że każdy wyrób jest wyjątko- wy i niepowtarzalny, a jego wygląd za- leży wyłącznie od umiejętności i wy- obraźni twórczyni. Nikt inny na świe- cie nie wytwarza koronek taką metodą - podkreśla nasza rozmówczyni. Zaznacza, że nie istnieje żadna pisemna instrukcja ani opis tego, jak robić ko- niakowskie koronki. - Umiejętność ta przekazywana jest z pokolenia na po- kolenie. A do tego, jak wykonać dany motyw, na przykład kwiatuszek lub li- stek, większość koronczarek dochodzi sama - dodaje Lucyna Ligocka-Kohut. W DRODZE DO IDEAŁU A niejest to nauka łatwa. — Początki by- ły bardzo trudne. Mama pokazała mi, co i jak, więc szydełkowałam jakieś pierwsze wzorki. Nie były zbyt udane, mama mi to pruła, ja płakałam. I tak to wyglądała ta nauka — wspomina Irena Koniakowskie koronczarki w pracy nie wykorzystują żadnych wzorników. Każdy wyrób jest więc inny i niepowtarzalny. Zleży tylko od wyobraźni i umiejętności twórczyni. Tyc, która hekluje od ponad 60 lat. — Potem już sama dochodziłam do ko- lejnych wzorów, uczyłam się i jakoś to zaczęło wychodzić — opowiada. W tamtych czasach na wsi wciąż pano- wała bieda i możliwość zarobienia na heklowaniu była bardzo cenna. Ale w koniakowskim koronkarstwie nigdy nie chodziło tylko o pieniądze. Każdej koronczarce zależało - i wi ależy — głównie na tym, by stworzyć coś pięk- nego, idealnego, czasem nowego. Ważny był też aspekt towarzyski. - Ko- biety spotykały się i rozmawiały, a przy tym heklowały i pokazywały sobie swo- je prace. Jedne uczyły się od drugich, podpatrywały nowe wzory - opowiada Irena Tyc. W latach 80. ubiegłego wieku konia- kowskie koronczarki dotknął - jak cały kraj — kryzys. Duzi odbiorcy ogranicza- li zamówienia, a koronki przestały pa- sować do coraz modniejszego minima- lizmu. Transformacja ustrojowa, z jej pędem i pogonią za tym, co zachodnie i nowoczesne, nie sprzyjała mozolnie powstającym wyrobom rzemieślni- czym. AFERA STRINGOWA A jednak koniakowskie koronki nie tyl- ko przetrwały, ale i wróciły w wielkim stylu. A wszystko dzięki... wielkiej afe- rze. Tak czasami - i tylko nieco żarto- bliwie — koronczarki nazywają szum medialny, jaki powstał, gdy Małgorzata Stanaszek wpadła na pomysł, by wyhe- klować... majtki, a konkretnie stringi. To był strzał w dziesiątkę. Nagle Konia- ków, nie tak przecież duża wieś w Be- skidzie Śląskim, trafił do głównego wy- dania wiadomości i newsów na całym świecie. Część koronczarek początkowo była oburzona. No bo jak tak można? Ich obrusy zdobią ołtarze w całym v
| Nazwa | Szczególy |
|---|