Produkty w tej gazetce
MÓJ ŚWIAT / REPORTAŻ pom pracowitych, ale i pomysłowych kobiet z Koniakowa nie dało się za- mknąć w skansenach i muzeach. Dziś hekluje się nie tylko tradycyjne serwety, ubrania i bieliznę, ale również ozdoby świąteczne, biżuterię i bardzo popular- ne dziś „łapacze snów”. Młode i starsze koronczarki pytane o szydełkowanie koronek mówią o pasji i radości tworzenia. — Ja to po prostu uwielbiam! Odpoczywam, heklując. Człowiek siada zmęczony, bierze w ręce zaczętą koronkę i za chwilę jest zrelak- sowany i wypoczęty. Bez tego nie wy- obrażam sobie szczęśliwego życia — za- pewnia Irena Tyc. — Heklują też moje dwie córki, a pięcioletnia wnuczka już się naprasza, żeby ją nauczyć. Skoro wciąż garną się do tego młode dziew- czyny i dzieci, to coś musi w tych ko- ronkach chyba być — śmieje się. FRAJDA IREKORDY I na pewno ma rację, bo choć ludowe rzemiosło nie kojarzy się z czymś, co mogłoby przyciągać młodych ludzi w epoce smartfonów i życia w interne- cie, w Koniakowie wciąż nie brakuje dziewczyn, które chcą szydełkować. — Od zawsze chciałam się tego nauczyć. Jako małe dziecko uwielbiałam patrzeć, jak heklują mama i babcie - mówi An- na Rolnik, przedstawicielka nowego pokolenia koronczarek. - Do koronek na dobre wróciłam na studiach, kiedy szukałam odskoczni od nauki. Heklo- wanie okazało się idealne — opowiada. Wraz z mamą i babcią wyheklowały największą serwetę, bijąc rekord Polski i trafiając do księgi Guinnessa. — Na co dzień najchętniej wykonuję ubrania. Uwielbiam się w nie ubierać. Wyheklowałam nawet swoją suknię ślubną! Raczej nie sprzedaję prac, mam za mało czasu na to, by heklować za- 150 hebe facebook.com/hebe Anna Rolnik wyheklowała własną suknię ślubną. Przepiękną! Dla niej koronczarstwo to hobby, które daje niesamowitą frajdę. No i sławę, bo dzięki niemu trafiła do „Księgi rekordów Guinnessa”. Wraz z mamą i siostrą wyheklowały największą serwetę. robkowo. Choć czasem biorę udział w jakichś większych projektach, dla mnie to wciąż po prostu hobby. No i wielka frajda — dodaje Anna Rolnik. Z kolei Irena Tyc sporo prac robi na sprzedaż. — Po tylu latach umiem he- klować wszystko. Robiłam na przykład sto par kolczyków do Dubaju - opowia- da. — Fajne jest to, że nasze Centrum Koronki Koniakowskiej zajmuje się sprzedażą i organizuje różne akcje pro- mocyjne. Zastąpiło w tej roli Cepelię, dzięki której koronczarki zarabiały w PRL-u — podkreśla. AMOŻE SPRÓBUJESZ? Centrum Koronki Koniakowskiej orga- nizuje też cieszące się ogromną popu- larnością warsztaty. Przyjeżdżają na nie osoby z całej Polski, a nawet z zagrani- cy. Niektórzy próbują nauczyć się pod- staw, inni chcą choć przez chwilę po- czuć spokój, który daje ta praca. Wszy- scy wyjeżdżają zachwyceni. To doskonały dowód na to, że rękodzie- ło ludowe może być nie tylko wspo- mnieniem, lecz także inspiracją. W świecie, który pędzi, te drobne, białe okręgi przypominają o uważności. Uczą, że warto zwalniać, by zobaczyć piękno ukryte w detalach. I może właśnie dlatego Koniaków stał się miejscem, do którego wraca się z za- chwytem. Nie tylko po koronkę, lecz także po doświadczenie spotkania z czymś autentycznym. Z kobiecą histo- rią, która trwa mimo zmieniających się czasów. Z twórczością, która poddaje się modom, ale się w nich nie rozpływa. Z tradycją, która wciąż lśni. e FOT. MATERIAŁY PRASOWE
| Nazwa | Szczególy |
|---|